sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 8

*** OCZAMI JUSTINA ***


Odchodząc od dziewczyny odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się mocno. Poczułem przyjemne uczucie rozchodzącego się dymu w moich płucach. Poszedłem kawałek i usiadłem na murku. Obserwowałem moją ślicznotkę kiedy szybkim krokiem wracała do domu. Jakby się przestraszyła. Wypaliłem papierosa i czułem, że już się uspokoiłem. Wstałem i zobaczyłem ile fajek mi zostało. Z nerwów kiedy wyciągałem papierosa z paczki nie zwróciłem uwagi ile mi zostało. W paczce były jeszcze 3 papierosy więc musiałem kupić następną paczkę. Poszedłem w kierunku sklepu chowając paczkę do kieszeni. Kiedy byłem w sklepie zauważyłem, że przy jednej kasie nie ma klientów. Szybko do niej podszedłem a kasjerka na mnie spojrzała.
- Co panu podać? - Zapytała przyjaznym głosem.
- Marlboro czerwone - Powiedziałem uśmiechając się do niej zadziornie.
Skasowała papierosy i mi podała a ja dałem jej pieniądze. Wydała i resztę a ja odszedłem od kasy. Wyszedłem ze sklepu i poszedłem w kierunku domu Emily. Szedłem bardzo powoli bo musiałem wymyślić coś żeby ją jeszcze zobaczyć. Zapaliłem jeszcze jednego papierosa i delektując się nim szedłem powoli chodnikiem. Zacząłem poznawać okolice więc przeszedłem na 2 stronę ulicy żeby nie wyjść pod samym domem Emily. Stanąłem naprzeciwko jej domu i rozglądałem się żeby upewnić się ze jest sama w domu. Minęło trochę czasu i zauważyłem, że zapaliło się światło w jej pokoju a samochodu nie było pod domem więc miałem pewność, że jest sama w domu. Stałem tak chwile i zauważyłem Emily stojącą plecami do okna. Była bez stanika i tylko tyle widziałem. Każdym swoim zachowaniem sprawiała ze w moich spodnich robiło się ciasno.Stałem tak i patrzyłem na jej idealne kształty.
Po chwili założyła na siebie czarny stanik. Wtedy już wiedziałem, że muszę coś zrobić żeby jeszcze ją dzisiaj zobaczyć. Po chwili zgasiło się światło w jej pokoju. Spaliłem jeszcze papierosa i postanowiłem, że zrobię jej niespodziankę. Zacząłem iść w kierunku jej drzwi. Podszedłem i nadusiłem dzwonek. Byłem pewien, że spojrzy przez judasza i i tak mi nie otworzy ale zawsze warto spróbować.
- Błagam otwórz mi te cholerne drzwi ślicznotko. - Powiedziałem sam do siebie czekając aż zejdzie na dół.
Po chwili otworzyły się drzwi a moim oczom ukazała się śpiąca Emily. Ona jest taka śliczna. Spojrzałem na nią z góry na dół a w moich spodniach czułem co raz większy ucisk. Te obcisłe spodenki, zgrabne nogi, to ciałko... Zamyśliłem się kiedy usłyszałem jej głos.
- Justin? Co ty tu robisz zapytała zdziwiona trzymając drzwi.
- Musiałem cie jeszcze zobaczyć. - Powiedziałem na jednym tchu.
- Ale po co niby? Po twoim bulwersie pod sklepem? Nie dzięki, nie chce mi się z tobą gadać. - Powiedziała nerwowo i zaczęła zamykać drzwi ale ja zablokowałem je nogą wchodząc na próg jej drzwi.
- Zostaw je! - Krzyknęła.
Nie słuchając jej wszedłem do jej domu odpychając ją od drzwi. Łapiąc ją i przygniatając do ściany jedną nogą zatrzasnąłem drzwi. Dziewczyna była zszokowana tym co właśnie się dzieje. Nie wiedziała co ma zrobić. Ja momentalnie poczułem, że muszę ją pocałować i wpiłem się w jej usta a ona mimo wszystko odwzajemniła mój pocałunek ale po bardzo krótkiej chwili odepchnęła mnie od siebie.
- Wynoś się stąd! - Krzyknęła. - Wynoś się bo zadzwonię na policje zanim wróci moja mama. - Zagroziła mi otwierając drzwi.
Podszedłem do dziewczyny z przodu i położyłem rękę na jej plecach i przysunąłem ją do siebie.
- Do zobaczenia. - Szepnąłem przejeżdżając delikatnie ręką po jej plecach i wyszedłem. Usłyszałem za sobą tylko huk zatrzaskiwanych drzwi. Skierowałem się w kierunku samochodu który stał na parkingu kolo sklepu i zapaliłem papierosa. Szedłem ulicą i analizowałem jej ciało. Jej apetyczne usta. Jej smak.
- Ta laska jest boska - Powiedziałem sam do siebie rozmarzonym głosem. - Niedługo będzie już moja - Powiedziałem dochodząc już do samochodu.
Pojechałem do domu chciałem jeszcze tylko wziąć prysznic i iść spać.


*** OCZAMI EMILY ***


-Co to miało być? - Zadałam sobie pytanie zatrzaskując drzwi i opierając się o nie plecami.
- Czy ja właśnie całowałam się z Justinem? Czemu ja to zrobiłam? - Zadawałam sobie sobie następne pytania schodząc na ziemie.
Stałam tak przy tych drzwiach i ciągle się zastanawiałam dlaczego to zrobiłam. Jak mogłam być tak głupia i nie spojrzeć kto o tej godzinie mógł przyjść. Upewniłam się, że drzwi są zamknięte i że już jestem bezpieczna. Poszłam do kuchni, musiałam się uspokoić bo ciągle nie wiedziałam co się dzieje. Nalałam wody do szklanki i stanęłam przy oknie sprawdzając czy Justin już sobie poszedł.
Na szczęście w okolicy nie było już żywej duszy. Stałam tak przy oknie i ciągle się zastanawiałam dlaczego odwzajemniłam jego pocałunek zamiast od razu go odepchnąć i kazać mu się wynosić. Jestem idiotką, nienawidzę go za to jak mnie potraktował tamtego dnia, jak mnie wyzwał. To mnie zabolało ale jednak pragnęłam poczuć bo i móc go pocałować. Gdyby tak nie było nie zrobiłabym tego. Ale trudno stało się. Teraz będę musiała go unikać choćby nie wiem co.
Wypiłam wodę i odłożyłam szklankę na blat. Zaczęłam powoli kierować się w stronę schodów na gorę.
Kiedy zaczęłam wchodzić po schodach zdałam sobie sprawę z tego ze nie mam nic do picia w pokoju więc cofnęłam się do kuchni. Weszłam do kuchni idąc do lodówki po sok pomarańczowy.
Wyciągnęłam karton soku i podeszłam do szafki nalewając go do szklanki. Odłożyłam karton z sokiem do lodówki i wzięłam szklankę do ręki. Wzięłam jeszcze łyczka soku i zaczęłam iść w stronę schodów. Byłam jak nieżywa. Jakbym była na jakimś haju czy coś. Nie byłam sobą. To wszystko było takie nierealne. Jak cień weszłam po schodach i weszłam do mojego pokoju. Podeszłam do łóżka i postawiłam szklankę z sokiem na szafce nocnej, która stała przy łóżku.
Podeszłam do biurka i wzięłam Szczotkę do włosów. W pokoju było ciemno bo nie zapalałam światła więc czesząc włosy podeszłam do okna uchylając je. Chwilę się rozglądałam i skierowałam się w stronę łóżka.
Usiadłam na łóżku i wzięłam łyka zimnego soku pomarańczowego. Ta cała akcja z Justinem który mnie zaczął całować nie dawała mi spokoju. Nie pozwalała przestać o tym myśleć. Odstawiłam szklankę i spojrzałam która jest godzina.
Była już 23.40 a ja wiedziałam, że ciężko mi będzie usnąć. Położyłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam gapić się w sufit przypominają sobie każdy jego detal. Każdą rysę jego twarzy. Dotykając mojego ciała próbowałam przypomnieć sobie jego dotyk.
- Do cholery Emily co ty robisz - Powiedziałam sama do siebie wiedząc, że źle robię o tym myśląc.
Wiedziała, że nie powinnam ale to było silniejsze ode mnie, on był taki idealny. Spotkałam go i całą drogę do sklepu był normalny. Nie czułam się komfortowo w jego towarzystwie ale zaczynał mi się co raz bardziej podobać. Nie mogłam się doczekać kiedy znów go zobaczę. Mimo tego, że uważałam iż muszę go unikać to też czyje, że Musze go spotkać jak najszybciej.
Przewróciłam się na bok i starałam się zasnąć. Ale moje próby poszły na marne. Przez myśli o Justinie nie mogłam usnąć i kręciłam się z boku na bok.




Więc jak już mówiłam dodałam dzisiaj 8 rozdział trochę krótki ale jest. Mam nadzieje, że się spodoba :)  Miłego czytania i zachęcam do udostępniania mojego bloga :) Do usłyszenia ;D

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 7

Obudziłam się rano i rozciągnęłam na łóżku. Postanowiłam, że dzisiaj będę się lenić cały dzień. Dłuuugo leżałam i zastanawiałam się jak to zrobić żeby się podnieść. Mimo, że nie chciało mi się wychodzić z łóżka musiałam to zrobić. Wygramoliłam się spod kołdry jak za kare. Stałam chwilę koło łóżka i rozciągnęłam się. Wszystko mnie bolało. Czułam się jakby coś po mnie przejechało.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej leginsy i luźną długą koszulkę, wybrałam z szuflady bieliznę i poszłam do łazienki.
Na szczęście byłam jedynaczką wiec zawsze miałam łazienkę tylko dla siebie.
 Weszłam do łazienki i położyłam ubrania na półeczce przy umywalce. Ściągnęłam piżamę i weszłam pod prysznic odkręcając wodę. Wmasowałam w ciało żel o zapachu kokosowym. Uwielbiałam go.
Stojąc pod strumieniem wody i spłukując piane sięgnęłam po szampon i nałożyłam go na włosy masując.
- Cholera. - Zaklnęłam pod nosem. - Znów za dużo wzięłam.
Męczyłam się żeby dokładnie spłukać całą piane i wyszłam. Wytarłam się w ręcznik. Ubrałam się i stanęłam przed lustrem.
Wyciągnęłam suszarkę i zaczęłam suszyć włosy. Po paru minutach włosy były w całości suche więc spięłam je w luźnego koka i nałożyłam lekki makijaż.
Nie potrafiłam wytrzymać ani jednego dnia bez makijażu. Dlatego też tyle pieniędzy wydawałam na kosmetyki. Kiedy byłam już w pełni gotowa aby wyjść z łazienki i już tam nie wracać zeszłam na dół coś zjeść.
Mojej mamy nie było w domu więc włączyłam głośno muzykę w TV.
Skierowałam się do kuchni i zaczęłam szukać płatków w szafce ruszając tyłkiem w rytm muzyki. Kiedy już je znalazłam szybko przygotowałam śniadanie i usiadłam przy stole by je zjeść. Jak już skończyłam pozmywałam po sobie i poszłam położyć się na kanapie.
Ułożyłam się wygodnie i zaczęłam oglądać TV. Program za programem. Większość z nich byłą bardzo nudna ale nie miałam co robić. Po chwili kiedy strasznie zaczęło mi się nudzić postanowiłam, że zadzwonię co Caroline. Sięgnęłam mój telefon z ławy i wybrałam numer Car. Po kilku sygnałach odebrała.
- Hej śliczna. - Przywitała się prawie krzycząc mi do słuchawki.
- Hej Car - Odwzajemniałam jej reakcje, ucieszyłam się kiedy usłyszałam jej głos. - Co tam u ciebie? - Zapytałam.
- No wiesz, niestety ostatnie przygotowania i się wyprowadzamy. Już prawie wszystko mam spakowane. - Odpowiedziała nie kryjąc smutku.
- Szkoda, że musisz wyjeżdżać. - Powiedziałam smucąc się i pojawiły się łzy w moich oczach.
- Tak wiem, nie chce wyjeżdżać. Nie chcę cię zostawiać bo będę strasznie tęsknić - Powiedziała łamiącym się głosem.
- Tak Caroline, ja też będę bardzo tęsknić. - Powiedziałam hamując łzy. - Obiecasz mi coś? - Zapytałam czekając na jej odpowiedz.
- Jasne kochanie, co tylko zechcesz. - Powiedziała i czekała aż powiem jej o co chodzi.
- Obiecaj mi, że będziesz do mnie dzwonić jak najczęściej będziesz mogła. - Powiedziałam a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Obiecuje ci kochana, że będę dzwonić tak często, że będziesz mieć mnie dosyć - odpowiedziała ze sztucznym śmiechem a w jej słuchawce usłyszałam głos jej mamy w tle.
- Kocham cię Emily ale muszę zmykać bo mama mnie woła. - Powiedziała smutna.
- Ja ciebie też Car, pozdrów mamę ode mnie i jak już dojedziesz na miejsce masz dać mi znać, pamiętaj. - Powiedziałam i czekałam aż dziewczyna się rozłączy zanim się popłacze.
- Pozdrowię, papa skarbie - Powiedziała i słyszałam jak posyła mi buziaka.
- Papa myszko. - Odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Nie wiedząc kiedy zaczęło się robić ciemno a ja postanowiłam, że wyskoczę do sklepu na małe zakupy. Wstałam i poszłam się przebrać.
Po chwili kiedy byłam gotowa zeszłam na dół i założyłam buty. Wychodząc przekręciłam zamek w drzwiach i wyszłam na ulicę.
Kierując się w stronę sklepu postanowiłam napisać sms-a do mamy.

" MAMO JAKBYŚ WRÓCIŁA A MNIE BY NIE BYŁO TO SIĘ NIE DENERWUJ "

Wysłałam czekając na reakcje mamy. Po chwili usłyszałam dźwięk wiadomości. Odblokowałam telefon aby ją odczytać. To od mamy.

" CO SIĘ STAŁO??? "

Po ilości znaków zapytania wiedziałam, że się nastraszyła. Zaczęłam się śmiać pod nosem. I zaczęłam jej odpisywać.

" NIC TYLKO WYSZŁAM NA ZAKUPY I NIE WIEM CZY ZDĄŻĘ WRÓCIĆ PRZED TWOIM POWROTEM "

Wysłałam wiadomość i zablokowałam telefon lecz zanim podniosłam głowę przyszedł sms i musiałam znów go wyciągnąć z kieszeni.

" PRZYSIĘGAM, ŻE COŚ CI KIEDYŚ ZROBIĘ ZA TAKIE STRASZENIE :P "

Zaczęłam się śmiać i zaczęłam odpisywać.

" TAK MAMO TEŻ CIE KOCHAM <3 "

Klikając 'wyślij' uśmiechnęłam się kiedy nagle weszłam w kogoś na chodniku.
-Oj przepraszam - Powiedziałam zakłopotana
- Nic się nie stało - Usłyszałam cichy niski głos.
Automatycznie podniosłam wzrok i popatrzyłam na chłopaka
- Boże to ty? - Zapytałam zdziwiona. To był Justin.
- Tak to ja czy to takie dziwne? - Odpowiedział pytaniem na pytanie przyjaznym głosem.
- No tak trochę. Ostatnio byłeś dla mnie nie miły, i to bardzo. - Odpowiedziałam chłopakowi.
- Wiesz głupio wyszło, przepraszam - Powiedział patrząc mi w oczy.
- Skąd ta nagła zmiana? - Zadałam mu pytanie oczekując odpowiedzi, nie ukrywałam że jestem lekko zdziwiona.
- Od tak. - Powiedział uśmiechając się. - Nie boisz się chodzić tak sama jak jest ciemno? - Zapytał.
- Nie no wiesz... - Zaczęłam - Trochę się boje no ale wiesz jak jest, jak trzeba to trzeba. - Odpowiedziałem
- Wiesz, nie chce się narzucać ale jeśli chcesz mogę dotrzymać ci towarzystwa. - Zaproponował z uśmiechem.
- Hmmm... - Zaczęłam ale chwile się zawahałam. - No ok ale tylko ze względu na to żebyś nie musiał mnie ratować od jakiegoś psychopaty gwałciciela. - Powiedziałam i oboje się zaśmialiśmy.
-  No więc gdzie o tej godzinie zmierzasz? - Popatrzał na mnie pytająco.
- Musze iść do sklepu, wiec jeśli chcesz dotrzymać mi towarzystwa to idziemy na zakupy. - Powiedziałam czekając na jego reakcje.
- No ok jakoś to przeżyje chyba. - Odpowiedział mi śmiejąc się.
Szliśmy chwile w milczeniu kiedy Justin nagle zadał mi pytanie.
- Ile ty masz lat? - Zapytał. - Ja wiem, że kobiety nie wypada pytać o wiek ale ciekaw jestem. - Sprostował swoje słowa.
- Za miesiąc kończę 17. A ty?- Zapytałam od razu po udzieleniu odpowiedzi.
- Skończyłem 19 jakiś czas temu. - Odpowiedział uśmiechając się.
-Jak długo tu mieszkasz? - Zapytałam i spojrzałam na niego.
- Całe życie tu mieszkam. Odpowiedział rozglądając się.
Szliśmy do sklepu gadając ale ciągle czułam się niekomfortowo w jego towarzystwie. Nawet się go bałam trochę. Był nieobliczalny i ta jego nagła zmiana. Najpierw chamski i mnie wyzywał a teraz nagle taki miły. To było podejrzane ale zgodziłam się na jego towarzystwo tylko ze względu na to żebym nie miała jakiejś dziwnej sytuacji tak jak ostatnio.
Nie mam zamiaru znów przechodzić przez to co wtedy. To był koszmar.
- Ej Emily słyszysz mnie? - Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos Justina.
- Em przepraszam, zamyśliłam się trochę. - Powiedziałam zakłopotana w tej głupiej sytuacji.
- Nie no spoko nic się nie stało, tylko zapłać tej pani. - Zaśmiał się i puścił mi oczko.
- Am no tak. - Wyciągnęłam portfel i zapłaciłam kasjerce.
- Dobra to co teraz? - Zapytał Justin kiedy odchodziliśmy od kasy.
- No ja chyba będę wracać powoli do domu. - Uśmiechnęłam się do chłopaka i szłam przed siebie.
- Jak tam sobie chcesz. - Powiedział lekko poirytowany.
- Dobra chyba się rozdzielimy, ja już wrócę sama do domu. - Powiedziałam wyczuwając po głosie Justina, że zaczyna się denerwować.
- Jak sobie chcesz. Na razie. - Odszedł nerwowym krokiem i nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć.
Odeszłam od sklepu i włożyłam słuchawki w uszy idąc przed siebie. Szłam szybkim krokiem nie odwracając się do tyłu. Chciałam jak najszybciej już być w domu. Po 10 minutach byłam już pod domem . Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Mojej mamy jeszcze nie było w domu. Odłożyłam moje zakupy i poszłam pod prysznic. Chciałam jak najszybciej się odprężyć bo przez tą całą sytuacje z Justinem nie byłam sobą..
Stałam pod prysznicem ze spuszczoną głową i wmasowywałam w ciało mój ulubiony żel do mycia. Jego zapach mnie rozluźniał i na dodatek strumienie gorącej wody spływające po moim ciele. Mogłabym tam tak stać godzinami. Zmyłam z siebie piane i wyszłam spod prysznica zawijając ciało ręcznikiem. Poszłam do pokoju i w samym ręczniku położyłam się na łóżko. Włączyłam laptopa i zaczęłam słuchać muzyki.
Po chwili leżenia postanowiłam się ubrać. Zrzuciłam z siebie ręcznik i naga podeszłam do szuflady z bielizną. Wyciągnęłam czarny komplet i założyłam go. Podeszłam do szafy po jakieś ubrania. Wyciągnęłam czarne bardzo krótkie i obcisłe spodenki i bokserkę w kolorze mięty.
Poszłam do łazienki i zaczęłam się czesać. Po chwili wróciłam do pokoju i położyłam się i słuchałam muzyki gapiąc się w sufit.
Zaczęłam rozmyślać o tej całej sytuacji z Justinem. To było dziwne. Nie wiem o co mu chodziło. Chyba nie za dobrym pomysłem było moje godzenie się na jego towarzystwo.
Nagle dostałam sms-a. Podniosłam się po telefon żeby zobaczyć od kogo. To była mama.

' HEJ KOCHANA, JA DZISIAJ ZOSTANĘ NA NOC U CIOCI LIV BO POPROSIŁA MNIE ŻEBYM U NIEJ ZOSTAŁA BO ŹLE SIĘ CZUŁA JAK PODJECHAŁAM DO NIEJ PO PRACY. PORADZISZ SOBIE SAMA PRZEZ JEDNA NOC. KOCHAM CIE MAMA :* '

Nie powiem bo zdziwiła mnie ta wiadomość. Odpisałam mamie tylko, że sobie poradzie i ze tez ją kocham i żeby pozdrowiła ciocie Liv. Położyłam się na łóżko i zaczęłam myśleć. Kiedy już prawie usypiałam nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.


No i 7 rozdział.

Data następnej publikacji będzie u mnie na blogu napisana.
Zapraszam do czytania i komentowania ;)

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 6

*** Oczami Justina ***


Po naszej dziwnej rozmowie zacząłem odprowadzać tę ślicznotkę wzrokiem kiedy zniknęła mi za rogiem. Postanowiłem, że wsiądę do samochodu i pojadę za nią. Musiałem się o niej więcej dowiedzieć. Jechałem trzymając dystans żeby mnie nie zauważyła.
Na moje szczęście nie odwracała się całą drogę. Po jakimś czasie dojechałem za nią do jej domu.
- No to na pewno dotarł list do właściwej osoby. - Powiedziałem do siebie zwycięsko się uśmiechając.
Zacząłem się zastawiać dlaczego kiedy robiła mi wyrzuty w związku z moim zachowaniem nie wspomniała nic o liście jaki dostała. Ona była urocza kiedy się złościła. Ale ja Bieber nie mogłem sobie pozwolić na takie zachowanie ze strony jakiejś głupiej suki.
Była moim kolejnym celem, kolejną zabawką do kolekcji ' MY LITTLE TOYS'. Od kiedy pamiętam dziewczyny były dla mnie jak coś na jedną noc. Tylko żeby się zabawić. Ale ona stanowiła większe wyzwanie niż inne. Miała jakieś coś w sobie. Ciężko określić co to było.
Nie spotkałem dziewczyny, która w taki sposób się zachowywała, a przede wszystkim w stosunku do mnie. Jadąc ulicą uchyliłem okno mojego samochodu i zapaliłem papierosa. Dym rozprzestrzenił się w płucach. Jechałem w stronę domu kiedy zadzwonił mój telefon.
Wziąłem telefon z siedzenia pasażera i odczytałem wiadomość.
To był sms od Luka. Luk to szef jednej z okolicznych 'mafii' jak on to mówi. Tak naprawdę to było gówno a nie mafia. On prowadził tylko brudne interesy a ja potrzebowałem szybkiej forsy.
' BĄDŹ U MNIE O 9 TAM GDZIE ZAWSZE. LUK '
- Ehh. no dobra pajacu - Powiedziałem sam do siebie wyrzucając peta przez okno.
Wjeżdżając na podjazd mojego domu spojrzałem na telefon. Była dopiero 2 wiec miałem masę czasu dla siebie. Wyszedłem z samochodu i wbiegłem po schodach do domu. Wszedłem do przedpokoju trzaskając drzwiami i poszedłem do salonu włączyć TV. Nalałem szklankę soku i rozsiadłem się na kanapie kładąc nogi na stolik naprzeciwko mnie.
Od razu zacząłem myśleć o Emily. To było cholernie dziwne.
- Kurwa dziewczyno co ty w sobie masz, że tak mnie do ciebie ciągnie - Zadałem sam sobie pytanie na które nie znałem odpowiedzi.
Była śliczna, te włosy, to zgrabne ciało które chciałem mieć dla siebie do zabawy, jej barwa głosu od której dostawałem ciarek.
- Do cholery Bieber o czym ty myślisz - Powiedziałem sam do siebie.
Wstałem z kanapy kierując się w stronę łazienki. Zdjąłem spodnie i koszulkę. Stojąc w samych bokserkach podszedłem do umywalki patrząc w lustro. Stałem tak chwile po czym odszedłem, ściągnąłem bokserki i wszedłem pod prysznic. Odkręciłem wodę zaczynając się myć a mojej głowy nie opuszczał obraz mojego następnego celu. Była nim Emily, boska Emily. Minęła chwila kiedy wyszedłem spod prysznica, owinąłem się ręcznikiem i poszedłem do sypialni po bieliznę.
Ubrałem się i poszedłem się zdrzemnąć. Miałem ciężką  noc wiec sen był mi potrzebny niczym tlen. Położyłem się na łóżku kiedy nagle zadzwonił mój telefon. To był sms od Madison. Poprosiła żebym do niej przyjechał. Madison to moja przyjaciółka z dzieciństwa. Zawsze traktowałem ją jak młodszą siostrę. Nie miałem rodzeństwa. Nie miałem tu nikogo.
Moi rodzice zginęli w tragicznym wypadku samochodowym pare miesięcy po moich osiemnastych urodzinach. Mogłem liczyć tylko na siebie, stąd moja znajomość z Lukiem. Poznałem go kiedyś przypadkowo w klubie i jakoś się zgadaliśmy a ja potrzebowałem pieniędzy.
Po chwili ogarnąłem się i wyszedłem kierując się do samochodu. Wsiadłem i odjechałem kierując się w stronę jej domu. Otworzyłem okno i odpaliłem papierosa. Miałem dużo czasu więc postanowiłem się nie spieszyć. Spaliłem na spokojnie i będąc już pod domem przyjaciółki wysiadłem z samochodu wyrzucając peta.
Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem. Po chwili otworzyła drzwi.
- Hej Mad - Przywitałem się posyłając serdeczny uśmiech dziewczynie.
- Hej Jus - Odpowiedziała przytulając się do mnie. - Proszę wejdź. - Powiedziała.
-Więc co się takiego stało? - Zapytałem z troską.
- Najpierw idź usiądź na kanapie w salonie. Chcesz coś do picia? - Zapytała
- Masz może sok pomarańczowy? - Popatrzyłem na dziewczynę pytająco.
- Tak mam, wiec idź do salonu a ja przyniosę sok. - Uśmiechnęła się i poszła do kuchni.
Poszedłem do salonu i usiadłem na kanapie a Mad przyszła po chwili z sokiem i usiadła koło mnie podając mi szklankę.
- Więc o co chodzi. - Zacząłem.
- Wiesz trochę mi głupio ale jesteś jedyną osobą, którą mogę o to poprosić. - Powiedziała spuszczając wzrok.
- Nie no wal śmiało, co jest? - Zapytałem zaczynając się martwić i wziąłem łyka soku.
- Mógłbyś pożyczyć mi trochę kasy? - Zapytała ze wstydem.
- No jasne ile tylko potrzebujesz - Odpowiedziałem. - Nie masz się czego wstydzić, jestem po to żeby ci pomagać. - Uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- Potrzebowałabym $200. - Spojrzała w ziemie bawiąc się pierścionkiem.
- Nie ma sprawy kochana - Odpowiedziałem wyciągając portfel i dając dziewczynie $250.
- Ale to przecież więcej. - Powiedziała oddając mi $50.
- Wcale że nie. To taki drobny upominek od starszego brata. - Puściłem jej oczko.
- Nie Jus ja nie mogę. - Odmówiła wciskając mi $50.
- Nie, ja ich nie wezmę. Kup coś dla siebie. - Przytuliłem dziewczynę a ona od razu odwzajemniła mój gest.
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę za to, że mi pomagasz. - Powiedziała przytulając się do mnie.
- Nie musisz. Tej kasy też nie musisz mi oddawać - Powiedziałem dając jej całusa w czoło.
Gadaliśmy jeszcze długo śmiejąc się i popijając sok. Nawet nie zauważyłem kiedy zaczęło się robić ciemno.
- Wiesz co ja będę już uciekać, czas mnie pogania niestety. - Powiedziałem patrząc na dziewczynę i wstałem z kanapy.
- Mhmm.. Szkoda, że już musisz uciekać. - Powiedziała patrząc na mnie.
Zacząłem iść w kierunku drzwi ciągle gadając z Madison.
- Do zobaczenia Mad. - Jeszcze raz mocno przytuliłem dziewczynę a ona odwzajemniła uścisk.
- Do zobaczenia Jusi. - Odpowiedziała odsuwając się ode mnie.
Wyszedłem a dziewczyna odprowadzała mnie wzrokiem do samochodu. Kiedy wsiadłem i odpaliłem silnik mojego cacka dziewczyna mi pomachała na pożegnanie. Przygazowałem samochodem a silnik zaryczał, dziewczyna popukała się w czoło i zaczęła się śmiać ze mnie. Zacząłem cofać samochodem i jeszcze pomrugałem na dziewczynę światłami.
Wyjechałem na ulice kierując się w stronę Luka.
Była już prawie 9 wiec musiałem się pospieszyć żeby mu nie podpaść. Po 10 minutach byłem pod budynkiem, w którym zawsze spotykałem się z Lukiem. To było jego miejsce interesów. Wysiadłem z samochodu i zacząłem iść w kierunku wejścia. Wszedłem i od razu poszedłem do Luka, zależało mi na czasie bo musiałem jeszcze pojechać koło domu Emily.
Nagle zobaczyłem Luka.
- Siema jestem jak pisałeś. - Powiedziałem patrząc na szatyna a on spojrzał na zegarek.
- Kurwa punkt 9. Jak ty to robisz? - Zapytał śmiejąc się.
- No wiesz, kwestia wprawy i ciężkiej nogi w samochodzie. - Odpowiedziałem śmiejąc się a Luk mi zawtórował. - No wiec co dzisiaj mamy? - Spojrzałem pytająco na kumpla.
- Wiem, że mogę na ciebie liczyć i musisz podrzucić towar do 2 osób. - Powiedział szykując 3 torebeczki białego proszku.
- No ok, a gdzie dokładnie? - Zapytałem.
- Zaraz dam ci miejsca spotkań na kartce żebyś nie zapomniał, bo wiem ze jesteś roztargniony - Powiedział z uśmiechem.
- O stary jak ty się o mnie troszczysz. - Westchnąłem udając, że ocieram lzę z policzka i poklepałem go po ramieniu.
- Justin jesteś dziwny. - Zaczął się śmiać. - Dlatego, że mam do ciebie specjalny sentyment masz podarunek, mały ale zawsze coś. - Wręczył mi jeden z 3 woreczków z bialutkim jak śnieg proszkiem.
- O dzięki. - Szczerze się ucieszyłem jak dostałem torebeczkę, dawno nie wciągałem wiec lekka odskocznia mi się przyda.
- Dobra tu masz kartkę z miejscami i leć już bo oni już czekają. - Powiedział. - Nie zawiedź mnie stary. - Dorzucił luk kiedy już wychodziłem.
- Nie zawiodę, do następnego. - Kiwnąłem do Luka ręką i zacząłem wychodzić chowając towar do kieszeni.
- Do następnego. - Odpowiedział i zaczął coś robić.

Wyszedłem przed budynek odpalając papierosa i wsiadłem od razu do samochodu. Otworzyłem okno i wyjechałem na ulice.
Włączyłem głośno muzykę. Jedną z moich ulubionych płyt zaczynał utwór Bingo Players - Knock You Out. Wczuwając się w rytm piosenki kiwałem głową do bitu paląc fajkę i rozkładając się w fotelu samochodu. Po chwili dojechałem na jedno z wyznaczonych miejsc.
Wyszedłem z samochodu zostawiając uchylone okno żeby słyszeć muzykę i usiadłem na ławce obok auta. Podszedł do mnie jakiś koleś i powiedział, że stawia się po odbiór. Musiał być już uprzedzony kto przyjedzie wiec dałem mu towar a on dał mi kasę. Nigdy nie zwracałem uwagi na ludzi który u niego kupowali. Miałem ich gdzieś i robiłem to co mnie prosił. Wsiadłem spowrotem do samochodu i udałem się w drugie i już ostatnie miejsce zlecenia. Teraz leciała niezła nutka. ZHU - Faded, w jej rytmie najlepiej mi się jeździło. Nawet nie wiem kiedy dojechałem na miejsce a tam czekał na mnie biały samochód.
Nie zamykałem drzwi od auta i wyszedłem. Podszedłem i zapukałem w okno samochodu koleś wystawił kasę a ja dałem mu towar i odszedłem do auta.

To była szybka akcja więc szybko wsiadłem to samochodu i ruszyłem z piskiem opon pod dom Emily. Jechałem prawie pół godziny i zdążyłem wypalić 2 fajki. W związku z tym, że kończyły mi się papierosy zajechałem do sklepu po nową paczkę. Szybko kupiłem fajki i spiesząc się. Udałem się w kierunku domu Emily.
Dojechałem już prawie pod jej dom kiedy postanowiłem, że samochód zostawię kawałek przed jej domem żeby go nie widziała. Odpaliłem fajkę i poszedłem w kierunku jej domu. Szedłem po 2 stronie ulicy wypatrując jej domu zakładając kaptur na głowę. Byłem już na przeciwko jej domu. Stanąłem i zacząłem się uważnie przyglądać. Widziałem, że siedzi w oknie. Na początku mnie nie widziała, ale po chwili chyba mnie zauważyła bo zeskoczyła z okna i się schowała.
Była przewidywalna i wiedziałem, że patrzy na mnie zza zasłony. Moja misja dobiegła końca. Było późno a ja stałem daleko więc jestem pewien, że mnie nie poznała i z resztą miałem kaptur.
Po chwili jak dziewczyna się schowała odszedłem spowrotem do auta i pojechałem do domu. Byłam kurewsko zmęczony więc marzyłem o tym żeby się zrelaksować i pójść spać. Po 25 minutach byłem już w domu. Normalnie zajmuje mi to dłużej bo Emily mieszka daleko ode mnie ale chciałem jak najszybciej być w domu więc jechałem szybko. Zaparkowałem samochód w garażu i poszedłem po schodach do domu. Wchodząc ściągnąłem od razu koszulkę i buty.
Poszedłem do kuchni po jedzenie które miałem już uszykowane w lodówce i wrzuciłem je do mikro. W czasie kiedy jedzenie się odgrzewało szybko przygotowałem kreskę z białego proszku i szybko ją wciągnąłem czując lekkie szczypanie w nosie.
Wyciągnąłem już gotowe jedzenie i wciągnąłem drugą kreskę. Reakcja była taka sama, przyjemne szczypanie, którego dawno nie czułem. Poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie włączając TV.
Leciały jakieś bzdury więc nawet nie zwracałem na nie uwagi i szybko zacząłem jeść posiłek bo byłem cholernie głodny.
Szybko zjadłem i wyniosłem talerz do kuchni a sam wyłączyłem TV i skierowałem się w kierunku łazienki, która znajdowała się na piętrze.
Wskoczyłem po schodach i wszedłem do łazienki.
Puściłem wodę pod prysznicem szybko się rozbierając i czułem ze towar zaczął działać. Miałem totalnie wyjebane na wszystko co się dzieje dookoła.
Wszedłem pod wodę a kontakt ciepłych strumieni z moją skórą mega mnie odprężał. Umyłem się i chwilę stałem tak pod wodą nie wiedząc co się dzieje bo towar jednak był bardzo mocny.
- No to widzę, że dzisiaj towar z górnej półeczki. - Powiedziałem sam do siebie wychodząc z prysznica i zacząłem się śmiać.
Wytarłem moje mokre ciało ręcznikiem i poszedłem nagi do sypialni gdzie wskoczyłem w bokserki i położyłem się spać, bo mimo wszystko padałem na ryj ze zmęczenia. Leżałem i zastanawiałem się co będzie dalej. Co mam zrobić z Emily. Ta suka była boska i na samą myśl o niej, o tym co mógłbym z nią robić czułem, że się podniecam.
Skarciłem się w myślach, bo teraz zależało mi tylko na tym żeby się wyspać a nie fantazjować o tym jak bym ją rżnął. Zaśmiałem się pod nosem przewracając się na bok i zamknąłem oczy.

Co prawda rozdział miał być dopiero wieczorem ale postanowiłam dodać go teraz :) Miłego czytania życzę :) Do usłyszenia :P Nie długo na vlogu pojawi się data następnej publikacji :) Zachęcam do komentowania i dodawania otuchy :P wybaczcie ze było ze dodane ale dodał się pusty post xd

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 5

Obudziłam się w dosyć dobrym humorze.
Wstałam z łóżka i poszłam się umyć. Kiedy już skończyłam zeszłam na dół zjeść śniadanie. Weszłam do kuchni i spotkałam tam mamę pijącą kawę.
- Hej złotko - Powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Hej mamuś - Odwzajemniłam uśmiech.
- Jak się spało? - Zapytała przyglądając mi się
- Nawet dobrze - Odpowiedziałam uśmiechając się. - A jak było u cioci? - Zapytałam.
- A fajnie, trochę poplotkowałyśmy sobie - Odpowiedziała
- Czyli tak jak zawsze. - Odpowiedziałam śmiejąc się, a mama od razu zareagowała tak samo.
- A ty co porabiałaś jak mnie nie było? - Zapytała zaciekawiona.
- Zadzwoniłam do Caroline żeby przyszła i cały dzień oglądałyśmy filmy - Odpowiedziałam z uśmiechem.
- No to nacieszyłyście się jeszcze trochę sobą - Odpowiedziała patrząc się na mnie.
- No tak, niestety mamy już mało czasu bo ona za pare dni już się wyprowadza. Powiedziała ze wyprowadzają się gdzieś do Szwajcarii. To tak strasznie daleko. - Odpowiedziałam ze smutkiem.
- Wiem kochanie, że to trudne ale nic nie poradzicie na to - Odpowiedziała wstając i podeszła mnie przytulić a ja odwzajemniłam uścisk.
- Ja nie chce żeby ona wyjeżdżała mamo - Powiedziałam uwalniając się z uścisku mamy i usiadłam przy stole.
- Ja wiem Emi, ale ona musi, nie ma innego wyjścia. A dobrze wiesz, że ona też tego nie chce. - Powiedziała siadając naprzeciwko mnie.
- Tak wiem mamo - Odpowiedziałam.
- Będzie dobrze córciu - Pocieszyła mnie dopijając kawę. - Dobra kochana ja muszę już uciekać do pracy, pogadamy jak wrócę. - Wstała całując mnie w czoło i wyszła.
- Papa mamo - Powiedziałam i poszłam do salonu.
Położyłam się na kanapie i leżałam tak do czasu aż skończył się film a mi zachciało się spać. Wstałam i poszłam się ogarnąć bo chciałam iść do sklepu i przy okazji się przewietrzyć. Nałożyłam makijaż, ubrałam się i wyszłam. Wychodząc na ulica założyłam okulary przeciwsłoneczne i włożyłam słuchawki w uszy. Po jakimś czasie dotarłam do sklepu i poszłam od razu do zamrażarek z lodami.
Wygrzebałam 2 opakowania lodów czekoladowych i zaczęłam kierować się w stronę kasy. Kiedy już prawie byłam przy kasie przypomniało mi się, że miałam kupić jeszcze sok do picia, więc cofnęłam się i zaczęłam iść po sok. Stanęłam przy półce i zaczęłam się rozglądać za sokiem.
- Masakra ile tego jest - Powiedziałam pod nosem.
 Po chwili szukania i przyglądania się każdemu kartonowi soku znalazłam nareszcie ten co zwykle pijam. Wzięłam karton z półki i teraz kiedy miałam już wszystko co miałam kupić skierowałam się do kasy. Przy innej kasie zauważyłam Justina.
 Powoli przesuwałam się w stronę kasjerki przyglądając się chłopakowi. Mimo tego jak mnie potraktował ciągle coś mnie do niego ciągnęło. Kasjerka skasowała moje zakupy i powiedziała ile mam zapłacić.
Na początku byłam tak zapatrzona w Justina, że nie usłyszałam jak do mnie mówi. Dopiero kiedy powtórzyła drugi raz i trochę głośniej to się ocknęłam i wyciągnęłam pieniądze z portfela. Zapłaciłam kobiecie i spakowałam zakupy do torby którą miałam przerzuconą przez ramie. Zaczęłam odchodzić w kierunku drzwi sklepu kiedy zauważyłam, że Justin jeszcze nie wyszedł. Szedł wolnym krokiem robiąc coś w telefonie. Szybkim krokiem go wyminęłam wkładając słuchawki w uszy. Chciałam jak najszybciej go wyminąć i odejść jak najdalej się da, bo nie chciałam z nim rozmawiać. Mimo że widok jego nieziemskich czekoladowych oczu był zniewalający. Jego głos, który był taki inny, który miał coś w sobie. Rozmarzyłam się trochę kiedy poczułam szarpnięcie. Szybkim ruchem się odwróciłam wyciągając słuchawki z uszu. Zobaczyłam, że to Justin. Popatrzyłam na niego i poczułam się jakbym miała nogi z waty.
- Czeko chcesz? - Zapytałam udając, że nie mam ochoty z nim rozmawiać a tak naprawdę pragnęłam usłyszeć jego głos.
- Chciałem chwile pogadać, nie można? - Zapytał udając zdziwienie i puścił moją rękę.
- Wiec o czym tak bardzo ważnym chcesz ze mną pogadać, hę? - Zapytałam opierając się o murek, który odgradzał teren sklepu od ulicy. Założyłam okulary i zaczęłam przyglądać się Justinowi.
- Wiesz - Zaczął - Chciałem cie przeprosić za moje zachowanie wtedy. - Spojrzał w ziemie kiedy to mówił, a mnie dosłownie zatkało.
- Ymmm... Nie wiem co mam powiedzieć - Zatkało mnie a przez głowę zaczęło przewijać się tysiące myśli. - Co się stało? - Zapytałam podejrzliwie.
- Nic. - Spojrzał na mnie. - Czy musiało się cis stać? - Spytał z wyrzutem.
- No wiesz. - Zaczęłam zastanawiając się czy wygarnąć mu to w jaki sposób mnie potraktował. - Najpierw patrzysz się na mnie jakbyś coś ode mnie chciał - Powiedziałam. - Później to spotkanie na mieście... - Kontynuowałam z wyrzutem. - Następnie spotkanie w sytuacji, w której uratowałeś mnie przed tym typem i zwyzywałeś mimo tego, że byłam przestraszona tym incydentem. - Dokończyłam.
- A ty jak byś zareagowała jak laska, którą ratujesz od gwałtu bez żadnego dzięki czy coś jest arogancka i zlewa to co zrobiłem? - Zapytał ze zdenerwowaniem.
- Ty no sorry, wiesz jak ja się wtedy czułam? - Zapytałam podnosząc głos. - Dobrze, uratowałeś mi dupę ale mógłbyś zrozumieć moje zachowanie chociaż w takim momencie. - Powiedziałam i zaczęłam odchodzić.
- Ej! - Krzyknął Justin. - Ja nie skończyłem. - Powiedział.
- Ale ja skończyłam, cześć. - Powiedziałam wkurzona i odeszłam.
Justin jeszcze przez chwile stał i mi się przyglądał a ja odchodziłam wychodząc za zakręt gdzie już mnie stracił z oczu.
Włożyłam słuchawki w uszy i myślałam o tym dlaczego on się tak zachował kiedy nagle przy pomniała mi się kartka którą dostałam nie dawniej jak wczoraj. Zaczęłam się zastanawiać o co tak naprawdę mu chodzi. To było bardzo dziwne. Jak taki chłopak jak on, przystojny i z tak cudownym głosem może być taki bezczelny.
Szłam rozmyślając i nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam do domu. Weszłam i ściągnęłam buty rzucając je w kąt. Poszłam do kuchni i wyciągnęłam na blat szafki zakupy. Lody były już chyba lekko roztopione wiec szybko wrzuciłam je do zamrażarki. Nalałam soku do szklanki i poszłam do salonu. Wzięłam z półki jedną z książek i zaczęłam czytać, nie wiedząc kiedy usnęłam.
Obudziła mnie mama, był już późny wieczór.
- Emi jesteś w domu?! - Weszła krzycząc na całą chatę a ja od razu zerwałam się z kanapy.
- Tak jestem mamo - Wyszłam z salonu przeciągając się.
- Czemu wszędzie jest zgaszone światło? - Zapytała.
- Byłam na zakupach i jak wróciłam zaczęłam czytać książkę i nie wiem kiedy usnęłam. - Odpowiedziałam mamie uśmiechając się.
- Mhm. Jesteś głodna? - Spytała.
- Wiesz trochę zgłodniałam od tego czytania. - Powiedziałam śmiejąc się zaspanym głosem.
- Dobra to odgrzeje nam pizze bo nic innego nie uda mi się szybko zrobić do jedzenia. - Powiedziała z uśmiechem i poszła do kuchni.
Zjadłam z mamą przygotowaną pizze i poszłam do siebie na górę. Siedziałam na parapecie okna które wychodziło na ulice kiedy zauważyłam jak ktoś mi się przygląda z drugiej strony ulicy.
Zeszłam szybko z parapetu i zamknęłam okno. Stanęłam za zasłoną i próbowałam rozpoznać kto to jest, lecz bez skutku. Usiadłam na łóżku i sięgnęłam po telefon i włączyłam muzykę przez słuchawki.
 Położyłam się i rozmyślałam nad moim życiem, które ostatnio było bardzo dziwne. Nie wiedziałam co mam myśleć o Justinie. To wszystko było pokręcone i to aż za bardzo choć może tyko dla mnie.
Nagle zadzwoniła do mnie Car i zaczęłyśmy rozmawiać. Gadałyśmy chyba z godzinę aż zaczęłam ziewać wiec pożegnałam się z blondynką. Wstałam z łóżka i ubrałam piżamę i położyłam się spać bo usypiałam na stojąco.



No to mamy już 5 rozdział. Wiem, że miał być dopiero wieczorem ale postanowiłam dodać teraz. Za każdym razem będę umieszczać datę dodania następnego rozdziału :) Może szału nie ma ale mam nadzieje że się spodoba :)

Zachęcam do dodawania komentarzy :P

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 4

Obudziłam się w środku nocy z krzykiem i od razu zerwałam się z łóżka.
-To był tylko zły sen - Powiedziałam łamiącym się głosem do siebie kładąc się.
Przytuliłam się do poduszki patrząc w okno. Leżałam tak i myślałam o tym co się stało zanim wróciłam do domu. To było straszne, tak bardzo się bałam. W mojej głowie roiło się od różnego rodzaju myśli. Co by się stało gdyby nie pojawił się Justin? Co by się stało gdyby ten facet mnie zgwałcił? Boże, to wszystko było jak koszmar. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Z jednej strony byłam Justinowi wdzięczna, że się pojawił i mnie uratował. Ale dlaczego on tak mnie potraktował? Co ja mu takiego zrobiłam? Justin tak bardzo pociągający chłopak, wręcz śliczny a był tak chamski. Bolało mnie to jak mnie potraktował i nie chciałam go już nigdy więcej spotkać. Nie chcę go już więcej widzieć. A tym bardziej z nim rozmawiać. Leżałam tak ciągle i myślałam. Po chwili postanowiłam, że wstanę i pójdę do kuchni się napić. Wstałam z łóżka zakładając szlafrok i wyszłam z pokoju. Byłam już prawie na samym końcu schodów prowadzących na dól do przedpokoju kiedy nagle zrobiło mi się słabo. W ostatniej chwili złapałam się poręczy schodów czując jak kręci mi się w głowie i opadam z sił. Osunęłam się po poręczy siadając na schodach i czekałam jak to wszystko przejdzie, bo nie mogłam wstać. Przesiedziałam tak 10 minut. Trzymając się poręczy schodów powoli wstałam czując jak jeszcze trochę kręci mi się w głowie. Poszłam powoli do kuchni i nalałam wody do szklanki. Wzięłam kilka łyków zimnego napoju i oparłam się o blat kuchenny łapiąc się za głowę. Dolałam jeszcze wody i zaczęłam kierować się w stronę schodów. Weszłam do swojego pokoju i postawiłam szklankę na szafce przy łóżku. Usiadłam na łóżku ściągając szlafrok rzucając go na ziemie i sięgnęłam po telefon. Spojrzałam na ekran telefonu, była 3.30. Odłożyłam telefon i położyłam się wtulając w poduszkę starając się zasnąć. Na szczęście sen przyszedł szybko.


***


Rano obudziło mnie pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Emily, mogę wejść? - To była moja mama.
- Tak proszę - odpowiedziałam zaspanym głosem.
- Słuchaj Emi ja będę musiała pojechać do cioci Olivii, więc nie będzie mnie długo. - Powiedziała mama.
- Mhmm - Odpowiedziałam przecierając oczy - Jak coś to dzwoń do mnie, będę pod telefonem - Powiedziałam uśmiechając się do mamy.
- Dobrze skarbie, ale uważaj na siebie - Cmoknęła mnie w czoło - Kocham cie - Powiedziała odchodząc od mojego łóżka.
- Ja ciebie też mamo - Powiedziałam uśmiechając się - Pozdrów ciocie - Dopowiedziałam. Po chwili usłyszałam jak samochód mamy odjeżdża spod domu. Wstałam leniwie kierując się do łazienki. Ogarnęłam się, pomalowałam i uczesałam włosy. Zeszłam na dół robiąc śniadanie, bo byłam strasznie głodna. Położyłam się na kanapie i zaczęłam oglądać TV. Leciał jakiś bezsensowny serial, ale i tak nie oglądałam go. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Caroline.
- Tak, słucham? - Po kilku sygnałach usłyszałam zaspany głos w słuchawce.
- Hej śliczna - Powiedziałam uśmiechając się.
- O hej Emi - Powiedziała blondi a w jej głosie wyczuwało się, że się uśmiecha.
- Słuchaj, masz trochę czasu żeby do mnie wpaść? - Zapytałam
- No jasne, że tak. - Powiedziała - A o której?
- No wiesz... - Zaczęłam - Jak najszybciej, mam wolną chatę do wieczora, mama pojechała do cioci Liv. - Dokończyłam czekając na odpowiedź Car.
- W takim razie będę za godzinkę kochanie. - Powiedziała ciesząc się.
- Dobrze śliczna, będę czekać z zegarkiem w ręku - Powiedziałam śmiejąc się do telefonu - Nie możesz się spóźnić - Zaczęłam się śmiać.
- Dobra dobra - Zaśmiała się blondi - Będę za godzinę - Dokończyła opanowując śmiech.
- Kocham cie Car - Powiedziałam słodko do przyjaciółki
- Ja ciebie też, do później - Powiedziała rozłączając się
Rozłożyłam się na kanapie patrząc w okno. Pogoda była idealna do opalania się. Po chwili wstałam z kanapy idąc do pokoju założyć strój kąpielowy. Wyszłam przed dom i położyłam się na leżaku. Leżałam tak chwile czerpiąc ciepło słońca gdy nagle usłyszałam jakiś głos.
- Pani Emily Lewis? - Zapytał nieznajomy mi głos.
- Tak to ja - Otworzyłam oczy zasłaniając je ręką. To był listonosz
- Mam tu dla pani list - powiedział mężczyzna.
- Do mnie. Umm dziękuje. Powiedziałam posyłając serdeczny uśmiech mężczyźnie.
- Proszę bardzo - Zaczął odchodząc - Miłego dnia życzę - Powiedział na do widzenia.
- Dziękuję i wzajemnie - Powiedziałam patrząc na list.
-Od kogo to może być - Powiedziałam sama do siebie otwierając kopertę.
Moje serce zaczęło szybko bić a oddech stał się nerwowy. Nie wierzyłam w to co widzę.
"Mam nadzieje, że przemyślałaś swoje wczorajsze zachowanie. Szkoda by było gdyby coś ci się stało "
Moja twarz wyglądała jakbym zobaczyła ducha. Poczułam się jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Wstałam i szybkim krokiem weszłam do domu biegnąc do pokoju i chowając kartkę w miejscu, w którym nikt jej nie znajdzie. Przebrałam się w luźne ubrania i zeszłam na dół kładąc się spowrotem na kanapie i myśląc jakim cudem on się dowiedział gdzie ja mieszkam. Kiedy tak leżałam i myślałam nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam patrząc przez judasza kto to jest. To była Car więc od razu otworzyłam.
- Hej misiaczku - powiedziała wchodząc i przytulając mnie.
- Hej - Powiedziałam posyłając jej jeden z moich najsłodszych uśmiechów.
- A więc jakie plany na dziś? - Zapytała ściągając buty.
- Hmm no wiesz mam chęć się lenić na kanapie ale nie chce mi się samej wiec zadzwoniłam do ciebie. - Patrzyłam jaka będzie reakcja Car.
- No ok ale ubieraj się idziemy na chwile do sklepu - Rzuciła w moją stronę.
- Dobra ale po co? - Zapytałam zdziwiona bo nie miałam ochoty wychodzić już z domu.
- Po coś dobrego na nasz długi dzień - Zachichotała.
Wracając ze sklepu ciągle plotkowałyśmy o innych. Taka już nasza natura. Weszłyśmy do domu, uszykowałyśmy jedzenie i zaczęłyśmy oglądać TV. Zaczęło nam się nudzić bo wszystkie seriale już widziałyśmy.
- Wpadłam na genialny pomysł ! - Wydarłam się, a Caroline popatrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić.
- Dziewczyno nie wyrywaj się tak - Po chwili się zaśmiała.
- Wybacz ale przez te seriale chce mi się spać bo są nudne a ten pomysł jest nie do odrzucenia. - Wytłumaczyłam moje zachowanie.
- No ok wiec jaki to jest ten genialny pomysł - Popatrzyła na mnie uśmiechając się z zaciekawieniem.
- No więccc... - zaczęłam przedłużając - Lece do pokoju po laptopa i obejrzymy sobie jakiś normalny film, Sprostowałam.
- No i to mi się podoba - Car wystawiła do mnie język a ja poszłam szybko po laptopa.
Wróciłam z laptopem przygotowałam lody i zaczęłyśmy oglądać film. Nie wiedząc kiedy usnęłyśmy na kanapie. Film się już skończył a nas ze snu wyrwał telefon Caroline. Dostała sms.
- Emm wiesz co Emi - Powiedziała zaspana - Ja będę lecieć, mama napisała żebym już wracała do domu - Powiedziała z grymasem.
- No spoko, ale mam nadzieje ze widzimy się jutro? - Zapytałam
-Wiesz... - Zaczęła robiąc smutną minę.
- Amm no tak - Przypomniałam sobie po chwili.
- Musze pakować rzeczy przed wyjazdem - Powiedziała a na jej twarzy pojawił się smutek.
- No dobrze, ale jak coś to dzwoń jak będziesz potrzebować pomocy - Zaproponowałam do Caroline.
- Jesteś kochana - Wstała i dała mi buziaka i poszła w kierunku drzwi założyć buty.
- Dziękuje, że wpadłaś do mnie dzisiaj - Przytuliłam dziewczynę żegnając się z nią.
- Dobranoc - Powiedziała Car i wyszła a ja poszłam do pokoju.
Byłam zaspana wiec od razu skierowałam się do łóżka, nawet nie poszłam się wykąpać. Szybko się przebrałam i położyłam wygodnie w łóżku od razu usypiając.


4 Rozdział miałam dodać dopiero jutro albo pojutrze, ale postanowiłam ze dodam dzisiaj :* Chciałam podziękować normalnienienormalna Stonet Lifee i pewnemu anonimowi za czytanie mojego bloga i komentarze :)

Bardzo wam dziękuje i życzę miłego czytania :*

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 3

Obudziłam się rano na lekkim kacu, ale głowa nie bolała tak mocno. Budząc się zauważyłam ze lezę w ubraniach. Chwile się zastanawiałam jak to się stało, że się nie przebrałam do spania. Rozbudziłam się do końca i zaczęłam sobie przypominać tego wręcz idealnego chłopaka.
- Boże on jest taki śliczny - Powiedziałam sama do siebie gapiąc się w sufit.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i jeszcze chwilę tak leżałam. Niestety moje leniuchowanie w łóżku nie mogło trwać wiecznie. Podniosłam się i zaczęłam kierować się do łazienki po drodze ściągając wszystkie ubrania. Byłam sama w domu bo mama miała gdzieś jechać. Weszłam do łazienki i puściłam wodę pod prysznicu. Weszłam pod strumień gorącej wody i zamknęłam oczy rozluźniając moje spięte mięśnie i starając się nie przejmować się wszystkim co dzieje się dookoła mnie.


15 minut później...


Wyszłam spod prysznica owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed zaparowanym lustrem i starłam pare dłonią. Spojrzałam w lustro zastanawiając się czy mogłam się spodobać temu chłopakowi. Po chwili zastanowienia stwierdziłam, że postaram się o nim zapomnieć, bo wiem że już go więcej nie spotkam. Postanowiłam skorzystać i wyjść się przejść. Ubrałam na siebie krótkie czarne spodenki i białą bokserkę. Wysuszyłam włosy i nałożyłam makijaż. Wyszłam z łazienki kierując się do pokoju po mój telefon słuchawki i torbę, w której było wszystko czego jeszcze potrzebowałam. Zeszłam na dół idąc w kierunku drzwi wyjściowych na dwór. Założyłam czarne trampki, przerzuciłam torebkę przez ramie i spojrzałam w lustro aby upewnić się, że dobrze wyglądam.
-Jesteś sexy - Powiedziałam sama do siebie jak jakaś idiotka i założyłam okulary przeciw słoneczne na nos. Wyszłam z domu i przekręciłam drzwi.  Odchodząc powoli od domu włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki. Zaczęłam kierować się w stronę parku, ale nie tego w którym umawiałam się z Car. Parę przecznic dalej znajdował się uroczy part z małym stawem na środku. Lubiłam tam chodzić jak miałam chandrę. Idąc chodnikiem bawiłam się telefonem. Po jakichś 15 może 20 minutach drogi (ciężko określić) przez przypadek na kogoś wpadłam i wypadł mi telefon z ręki i upadł na chodnik.
- Jak chodzisz matole ! - Krzyknęłam schylając się po telefon i kiedy zauważyłam ze ktoś podaje mi baterie od mojego telefonu spojrzałam na tę osobę. Momentalnie mnie zatkało a kolana ugięły się jakby były z waty.
- Przepraszam - Wybąkałam choć i tak się dziwię, że cokolwiek udało mi się wypowiedzieć.
- Hmm... Wiesz mogłabyś bardziej uważać - Burknął chłopak.
- Emm, nie tak. Przepraszam, że nazwałam cię matołem. - Odpowiedziałam mu z lekką irytacją.
- Justin jestem - Chłopak popatrzył na mnie od góry do dołu, mówiąc jakby w zwolnionym tempie.
- Yyyy ok. Wiesz ja jestem Emily - Powiedziałam poirytowana jego zachowaniem i dopowiedziałam - I już idę wiec cześć - Dokończyłam wymijając chłopaka.
- Ej śliczna, poczekaj ! - Krzyknął za mną Justin ale ja i tak miałam go gdzieś. Jego zachowanie było szczeniackie i zachowywał się jakby mógł mieć wszystko czego chciał. Gdy odeszłam wystarczająco daleko obróciłam się i widziałam jak Justin stoi i pali papierosa śledząc mnie wzrokiem. Przez to wszystko odechciało mi się iść do tego parku. Po chwili namysłu podeszłam do sklepu, żeby kupić sobie wodę. W związku z tym, że nie poszłam do parku postanowiłam pochodzić. Włożyłam słuchawki w uszy i spacerowałam po mieście. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się ciemno. Postanowiłam wrócić do domu. Wracałam przez trochę ciemną i pustą ulice. Aż przeszły mnie ciarki i było mi niekomfortowo. Czułam się dziwnie, jakby ktoś mnie ciągle obserwował. Założyłam ręce na brzuchu idąc i co chwile się obrabiając. W pewnym momencie obracając się zauważyłam ze ktoś za mną idzie. Odgarnęłam włosy przyspieszając kroku, bo zbliżałam się do najciemniejszego momentu ulicy. Przyspieszając kroku obróciłam się i zauważyłam, że osoba idąca za mną również przyspieszyła. Nastraszyłam się, serce zaczęło mi szybciej bić a kroki stawały się co raz szybsze. Weszłam w zakręt i zwolniłam bo nie widziałam już, żeby ktoś za mną szedł. Szłam mimo wszystko równym krokiem aby jak najszybciej wyjść z tej zacienionej ulicy. Nagle ktoś mnie szarpną za rękę. Serce podeszło mi do gardła a strach sparaliżował, że nie byłam w stanie nic zrobić. Ten ktoś bo nie wiem kto to był popchnął mnie na ścianę a ja nie ogarniałam co się dzieje. Podszedł do mnie bliżej przykładając mi rękę do włosów mówiąc:
- Co taka śliczna kobieta jak ty robi w takiej okolicy całkiem sama? - Zapytał zachrypniętym głosem, w którym dało rade wyczuć, że się uśmiecha i bawił się moimi włosami.
- yyy wracam do domu - Powiedziałam nie zbyt pewnie czując jak ten pieprzony napaleniec co raz bardziej się do mnie przybliża.
- Wiesz - Zaczął co raz bardziej mnie przygniatając do ściany - Mogłoby ci się coś stać - Kontynuował a jego ręka powędrowała na mój tyłek.
- Nie dotykaj mnie - Powiedziałam stanowczo i zaczęłam się wyrywać, ale to tylko pogorszyło sprawę.
- Gdzie się ślicznotko wyrywasz? - Zapytał śmiejąc się.
- Zostaw mnie ! - Krzyknęłam starając się uwolnić
- O co to, to nie moja droga - Powiedział przyciskając mnie znów do ściany a jego ręka złapała mnie za tyłek. Zaczynał mnie dotykać a ja mimo starań nie mogłam się uwolnić. Już byłam pewna ze coś mi zrobi, że mnie zgwałci aż nagle usłyszałam znajomy niski głos.
- Zostaw ją ! - Krzyknął młody chłopak i słyszałam jak się zbliża. Było ciemno wiec nie widziałam kto to był, ale ten napalony facet sprawiał wrażenie jakby nic nie słyszał.
- Kurwa puść ją powiedziałem! - Krzyknął chłopak odciągając z wielką siłą faceta który się do mnie dobierał.
- Co cie to obchodzi? - Zapytał z agresją w głosie facet zbliżając się do chłopaka.
- A właśnie obchodzi mnie dużo - Chłopak wziął zamach i z całych sił uderzył gościa a ten padł na ziemie.
Chłopak podszedł do mnie szybkim krokiem i szarpnął za rękę. Zaczęłam się wyrywać bo dalej nie wiedziałam kim jest. Nagle chłopak odezwał się stanowczo:
- Boże jaka z ciebie idiotka - Uderzył się w czoło a ja zatrzymałam się.
- Co powiedziałeś? - Zareagowałam - Kim ty do cholery jesteś, że śmiesz mnie tak nazywać?! - Podniosłam głos oburzona.
- Dobra zamknij mordę i lepiej chodź. Chyba, że mam cie tu zostawić a ten facet zerżnie cie jak ostatnią sukę. - Po tych słowach mnie zatkało a chłopak szarpnął mnie za rękę.
Wyszliśmy z ciemnej ulicy i w świetle pierwszej lampy ulicznej zauważyłam, że jednak znam tę osobę, choć nie do końca. To był Justin.
- A teraz idiotko powiedz mi czy ty jesteś przy zdrowych zmysłach? - Zapytał się wkurzony.
- A co cie to obchodzi - Odpowiedziałam
- Właśnie dużo, mogłem olać te krzyki i iść sobie dalej ale usłyszałem głos podobny do twojego więc postanowiłem to sprawdzić.  A ty naprawdę jesteś pusta!- Justin był bardzo wkurzony -  Ratuje ci dupę, facet chciał cie potraktować jak jakąś dziwkę a ty zamiast chociaż cichego krótkiego ' Sorry ' zachowujesz się jak obrażone dziecko ?! - Chłopak już krzyczał na mnie i machał nerwowo rękami.
- Dobra już koniec? - Zapytałam znudzona
- Tępa szmata z ciebie. Powinnaś być mi wdzięczna te ten typ ci nic nie zrobił a ty nawet podziękować nie umiesz... - Powiedział wściekle patrząc mi w oczy.
- A co mam ci się rzucić na szyje całując dziękować? - Zapytałam sarkastycznie.
-Wiesz co - Zaczął - Wypierdalaj już, nie chce cie widzieć bo zaraz ja Ci coś zrobię - Warknął na mnie
-yyy - Zaczęłam - Wiesz ty też mógłbyś być troszkę milszy, rozmawiasz z dziewczyną a nie z kolegą - Powiedziałam.
- Mam ci przeliterować czy co? - Wydarł się - Już cie nie widzie tu, spierdalaj zanim coś ci zrobię - Krzyknął zaciskając zęby.
- Goń się frajerze - Odpowiedziałam mu wkurzona i wyminęłam go.
- Idiotka! - Krzyknął za mną.
Szybkim krokiem odeszłam mając łzy w oczach. Najpierw jakiś psychopata chciał mnie zgwałcić, a później chłopak, który wydawał się być idealny potraktował mnie jak szmatę i zwyzywał.
- Ughrr nienawidzę go - Powiedziałam przez łzy przyspieszając kroku.
Dochodziłam już do domu wiec musiałam wytrzeć łzy bo widziałam zapalone światło w domu. Moja mama już musiała wrócić. Otarłam łzy, wzięłam kilka głębokich oddechów i weszłam szybko do domu. W przed pokoju ściągnęłam buty i szybkim krokiem udałam się na górę do pokoju. W oddali usłyszałam głos mamy :
- Emily to ty? - Zapytała
- Tak to  ja - odpowiedziałam unikając z nią rozmowy - Sorry chce być teraz sama - Uciekłam szybko do pokoju.
Wchodząc do pokoju rzuciłam wszystko na łóżko a sama osunęłam się po drzwiach płacząc. Po chwili wstałam i poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę pod prysznicu rozebrałam się i weszłam pod strumień gorącej wody. Kiedy całe moje ciało było mokre znów zaczęłam płakać. Osunęłam się po ścianie i usiadłam w strumieniu wody lecącym na mnie. Siedziałam z podkulonymi nogami zanosząc się płaczem. Długo płakałam, czułam jak zaczynają boleć mnie oczy i głowa a zmęczenie od płakania zaczynało brać nade mną kontrole. Po chwili kiedy się wypłakałam podniosłam się i zakręciłam wodę. Wyszłam z prysznica w jeden ręcznik zawinęłam włosy a drugim przetarłam ciało i owinęłam na sobie. Weszłam do pokoju, podeszłam do szafy wyciągając z niej koszulkę i spodenki. Ubrałam ubrania do spania i położyłam się pod kołdrę.
Kładąc się i przytulając do poduszki od razu zaczęłam przypominać sobie to co stało się prawie godzinę temu i zaczęłam płakać. Mimo, że byłam już bardzo zmęczona jednak nie mogłam usnąć.  W głowie ciągle słyszałam głos tego typa i Justina który mnie poniżał. Gdy tylko zamknęłam oczy wdziałam wściekłą minę Justina. Uważałam ze jest idealny a to zwykła świnia i nic więcej. Boże on byś śliczny ale nie miał szacunku do dziewczyn. Leżałam długo przewracając się z boku na bok aż wreszcie usnęłam. To było bardzo trudne ale mi się udało, Nareszcie mimo temu co się stało mogłam odpocząć i chociaż o tym nie myśleć, Usnęłam przytulając się mocno do poduszki zaciskając na niej pięści.



Mamy już 3 rozdział :) Starałam się jak mogłam i mam nadzieje, że się spodoba ;) W rozdziale mogą być błędy interpunkcyjne, których nie udało mi się zauważyć wiec z góry za nie przepraszam :) 

Miłego czytania ;) Następne rozdziały postaram się dodawać co najmniej co 2 dni :)

Prośba do odwiedzających

Jeśli ktokolwiek z ludzi którzy odwiedzają mojego bloga i czytają moje posty są zainteresowani opowiadaniem to proszę o komentowanie :) a Dodam następny rozdział :) I zapraszam do obserwowania bloga ;)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 2

Przychodząc na umówione miejsce, zauważyłam Car siedzącą na oparciu ławki w parku. Szybko do niej podbiegłam i zniecierpliwiona zaczęłam wypytywać.
- Car co jest? Czemu tak nagle się rozłączyłaś? - Zadawałam pytanie za pytaniem a przez moją głowę przechodziło tysiące myśli.
- Ja... - Przerwała - Ja się przeprowadzam - Wybuchając głośnym płaczem, zeskoczyła z ławki i wtulając się we mnie płakała jeszcze bardziej.
- Shhhh... Uspokój się kochana - Uspokajałam dziewczynę gładząc ją po głowie i wtulając w siebie. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi kiedy nagle do moich oczu napłynęły łzy i zaczęły niekontrolowanie spływać po moich policzkach. Stałam tak z Car wtulając ją w siebie i czekając aż trochę się uspokoi żeby z nią porozmawiać.
- No bo wiesz - Wydukała dziewczyna przez łzy dławiącym się jeszcze głosem. - Mój tata dostał przeniesienie do innego oddziału w swojej firmie. Nie mamy wyjścia, musimy wyjechać - Powiedziała patrząc się w ziemie, starając się powstrzymać płacz.
- Chodź tu kochana - Powiedziałam do Caroline a ona na mnie popatrzyła - Chodź, chcę cie jeszcze chociaż trochę poprzytulać - Mówiąc to miałam łzy w oczach.
- Ja nie chcę się wyprowadzać - Odezwała się po chwili blondynka bardzo smutnym głosem.
- Ja też nie chcę żebyś wyjeżdżała, ale nie możemy na to nic poradzić - Powiedziałam patrząc się pustym wzrokiem przed siebie.
- Wiesz co Emi? - Zagadnęła dziewczyna.
- Co kochana? - Odpowiedziałam spoglądając na dziewczynę.
- Chodźmy gdzieś stąd. - Powiedziałam.
- Hmmm.. - Zaczęłam, ale na chwilkę przerwałam wymyślając co zrobić. -  Wiem zerwałam się nagle.
- Co takiego wymyśliłaś ? - Spojrzała na mnie pytająco
- Idziemy coś wypić, nie będziemy tu siedzieć i smutać. - Odpowiedziałam lekko się uśmiechając.
- Wiesz może i nie mam nastroju na jakiekolwiek picie, ale jeśli to ma nam pomóc to ok. - Odpowiedziała dziewczyna lekko się uśmiechając.
We dwie wstałyśmy z ławki i poszłyśmy w stronę miasta.


***


Kilka godzin później błądząc bez sensu po mieście z moją przyjaciółką, czułam jak co raz bardziej szumi mi w głowie. Po Caroline było widać, że jest już podpita. Chociaż to był dobry pomysł, nie czułyśmy smutku tylko cieszyłyśmy się jak głupie i gadając bzdury. Bardzo długo chodziłyśmy i nie przejmowałyśmy się nawet, która jest godzina. Szłyśmy ulicą i rozmawiałyśmy gdy w oddali zauważyłyśmy grupkę chłopaków. W tamtej okolicy było bardzo ponuro, nawet nie wiem jak to się stał, że tam się pojawiłyśmy. Już było za późno żeby się cofnąć bo oni nas zauważyli i kilku z nich uważnie się nam przyglądało. Co raz bardziej się do nich zbliżaliśmy rozmawiając. Widziałam po Caroline ze tak jakby trochę  się ogarnęła i była bardziej uważna. Musiałam pilnować Caroline bo miała niewyparzony język, i zawsze nie odpuszczała sprzeczek. Przechodziłyśmy kilka metrów on nich i nie obeszło się bez zaczepiania nas.
- Cześć ślicznotki - Powiedział jeden z nich stając nam na drodze - Co tak urocze panienki robią w takiej okolicy same o tej godzinie? - Powiedział bezczelnie się uśmiechając.
- Nic. - Odpowiedziałam z sarkastycznym uśmiechem na twarzy. - To już się przejść nie można? - Zapytałam nie oczekując żadnej odpowiedzi od tego typa spod ciemnej gwiazdy.
- Spokojnie, ja się tylko zapytałem. - Powiedział teatralnie unosząc ręce.
Po teatralnej scenie jednego z tych chłopaków podszedł do niego drugi. Wysoki przystojny chłopak o czarnych włosach i ciemnych oczach.
- Hej dziewczyny, przepraszam za niego. - Powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Spoko, nic się nie stało - Odpowiedziałam spoglądając na Caroline, ale ona rozglądała się bez sensu nie zwracając uwagi na zaistniałą sytuacje.
- Naprawdę powinnyście uważać jak chodzicie o tej godzinie, lepiej żebyście same się nie pokazywały w takiej okolicy. Jeszcze coś wam się stanie, a z tego nikt nie byłby zadowolony. - Powiedział spoglądając na Caroline mierząc ją wzrokiem.
- Wiesz, przeżyjemy bez twoich bezsensownych zaleceń - Powiedziała Caroline odwracając głowę w kierunku szatyna, i nagle jej twarz zmieniła wygląd. Nie była już zdenerwowana tylko odnosiłam wrażenie, że zainteresowała się chłopakiem.
- Wiesz, mogłabyś być troszkę milsza dla osoby, która bezinteresownie cie ostrzega - Powiedział chłopak - A tak poza tym to jestem Max - Powiedział do Caroline spoglądając jej w oczy.
- A ja Caroline - Powiedziała patrząc na chłopaka, było widać że ją zamurowało. Zaczęłam się rozglądać i spojrzałam na grupkę stojącą niedaleko nas. Jeden z chłopaków uważnie mi się przyglądał przygryzając wargę. Kiedy to zauważyłam chciałam przyjrzeć się jego twarzy. Był mały problem. Było już ciemno a chłopak miał kaptur na głowie wiec nie przyjrzałam mu się zbytnio. Wiem tylko że był dobrze zbudowany bo to można było zauważyć, ponieważ miał odpiętą bluzę.
- Może przedstawiłabyś koleżankę - usłyszałam cichy śmiech i poczułam szturchnięcie w rękę i od razu wróciłam na ziemie.
- Och, tak - odwróciłam głowę i zauważyłam jak Car się śmieje. - To jest moja przyjaciółka Emily - Powiedziała pokazując na mnie.
- Hej - Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, ale ciągle myślałam o tym chłopaku i ciągle czułam jego wzrok na sobie.
- Jeśli chcecie możecie się do nas przyłączyć - Powiedział Max.
Od razu spojrzałam w stronę chłopaka, który mi się przyglądał, właśnie ściągnął kaptur i odpalał papierosa. On był idealny ! Boże, bóstwo jak ich mało! Te idealne rysy twarzy, te włosy te oczy. Awww. Idealny ! Nagle Caroline mnie zawołała.
- Emi - Powiedziała a ja od razu na nią spojrzałam - Kolega się pyta czy się do nich przyłączymy.
- Emm... - Zacielam się czując ze on ciągle się na mnie gapi. - Wiesz Max, lepiej nie powinnyśmy już wracać, ale dziękujemy za zaproszenie. - Podziękowałam uśmiechając się.
- Mam nadzieje, że uda nam się jeszcze zobaczyć - Max spojrzał na Car uśmiechając się, a blondynka od razu się zaczerwieniła.
- Dobra my uciekamy - Powiedziała Car, a ja ostatni raz spojrzałam w stronę przystojniaka który mi się przyglądał, ale już go tam nie było.
- Uważajcie na siebie - Uśmiechnął się szatyn i odszedł.
Odeszłam z Caroline. Szłyśmy chodnikiem w kompletnej ciszy i chyba każda z nas zastanawiała się nad zaistniałą sytuacją. Szłyśmy tak przez chwilę ani słowem się do siebie nie odzywając. W mojej głowie krążyły myśli które skupiały się tylko na tym boskim chłopaku, który wlepiał we mnie swoje piękne oczy. Na samą myśl o tym przechodziły mnie ciarki. Kiedy myślałam o nim zastanawiałam się jak on ma na imię, jaki on jest nagle odezwała się Car swoim piskliwym głosikiem, który był piskliwy tylko jak nakręcała się na coś.
- Emiii Emiiii ! - Zapiszczała
- Bosz nastraszyłaś mnie - Zaśmiałam się i Car razem ze mną - Co jest śliczna? - Zapytałam
- Wiesz coo... - Zamilkła na chwilkę - Ten Max był uroczy i miał śliczne oczy - Powiedziała rozmarzonym głosem a ja od razy zaczęłam chichotać.
- Jakoś nie zwróciłam na niego uwagi - Powiedziałam zamyślona.
- Uuuu.. Ktoś to o czymś rozmyśla - Powiedziała podejrzliwym głosem.
- No bo wiesz... - Zatrzymałam się a Car spojrzała na mnie - W tamtej grupce była jedna osoba, która strasznie mi się spodobała - Powiedziałam czując jak się rumienie
- Coo? Kto? Jak wyglądał? - Zaczęła zadawać pytanie za pytaniem.
- Hahaha kochana wiesz jak to jest jak zobaczysz kogoś przypadkowo a on jest mega śliczny. - Powiedziałam uśmiechając się.
- No wiem, wiem. Ale jak to się stało ze zwróciłaś na to uwagę? - Zapytała zaciekawiona.
- No wiesz, jak ty rozmawiałaś z Maxem to ja zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam jak jeden z chłopaków w tamtej grupce strasznie mi się przygląda - Wyjaśniłam dziewczynie czekając na jej reakcje
- A ładny chociaż był? - Zapytała z uśmiechem.
- Noooo ! - Powiedziałam dosyć głośno z nutą rozmarzenia w głosie. - On był boski normalnie ideał. - Dokończyłam.
- Oj Emi Emi - Powiedziała blondyna - To tylko przypadkowe spotkanie i wiadomo, że już się z nim nie spotkasz - Powiedziała ze współczuciem.
- Wiem wiem Car - Powiedziałam uśmiechając się do dziewczyny przyjaźnie.
Szłyśmy tak w stronę naszych domów plotkując trochę o tamtym spotkaniu i o tym co zrobimy z wyjazdem Car. Nadszedł czas się pożegnać i każda z nas poszła do swojego domu. Przytuliłam blondynę dziękując jej za mimo wszystko mile spędzony wieczór dając jej buziaka w policzek i poszłam w stronę mojego domu. Całą drogę myślałam o tym ślicznym chłopaku. Wchodząc do domu zamknęłam drzwi, w przedpokoju ściągnęłam buty i położyłam się w kącie. Nie chciałam hałasować bo wiedziałam, że moja mama już śpi. Weszłam na górę i poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżku. Leząc tak i gapiąc się w sufit starałam się przypomnieć obraz tej idealnej twarzy nieznajomego. Nie wiedząc kiedy zasnęłam jak dziecko.


No i mam juz 2 :) zachecam do czytania i prosze nie kopiowac histoii :) Miłego czytania :P Dodawać też komentarze bo nie wiem czy wgl kontynuować pisanie bo chciaam się sprawdzić ale potrzebuje odrobiny pomocy z waszej strony kochani ;) Zachęcajcie jak się da xd

Rozdział 1

Ostatni czas był bardzo trudny więc z utęsknieniem czekałam na wolne. 
Ciągle tylko szkoła i dom i nic poza tym. Jestem Emily nie zbyt pewna siebie osoba, która w życiu widzi tylko tyle ważnych wartości co rodzina, znajomi i miłość
Bezlitosny i przeszywający dźwięk budzika obudziłby nawet zmarłego. Wybiła 7.00 wiec czas wstawać i ruszać podbijać świat. 
(Drrrrrrrr!!!!) Dźwięk budzika nie pozwalał mi już dłużnej uleżeć wiec postanowiłam jakoś się zebrać i go wyłączyć.
-Do cholery, gdzie ty jesteś... - zaklęłam cicho pod nosem wkurzona natarczywym dzwonieniem budzika. Przetarłam lekko zaspane oczy i nareszcie wymacałam budzik na szafce przy łózko.
-Trudno Emily, dzisiaj ostatni dzień szkoły, wstań weź się za siebie i leć podbijać świat - Powiedziałam sama do siebie i po chwili jak idiotka zaczęłam się zmiąć bo zdałam sobie sprawę, że gadam sama do siebie jakbym była opętana. Wstałam leniwie z łóżka jeszcze się przeciągając i powolnym krokiem poszłam w kierunku łazienki. Po krótkiej chwili, nie wykluczając ze trwała ona prawie godzinę wyszłam z łazienki prawie gotowa do wyjścia.
Zeszłam na dół nucąc pod nosem piosenkę, która nie dawała mi spokoju od kilku dni.
- Hej mamo - przywitałam się z moja ukochaną mamą która od samego rana walczyła z czymś w kuchni
- Hej Emily - odpowiedziała mi mama uśmiechając się do mnie jak do małego dziecka. - Jak się spało? Gotowa zaczynać wakacje? - zapytała czekając na moją reakcje i próbując przewidzieć mój dobry humor.
- O taak ! I to jak najszybciej ! - krzyknęłam uradowana teatralnie unosząc ręce do góry i zaczynając się śmiać.
- Boże Emily, jesteś dziwna - odpowiedziała mama śmiejąc się ze mnie. - Wiec co kochana zjesz na śniadanie przy tak wspaniałym humorze? - rzuciła pytaniem w moją osobę.
- Hmmmm na pewno coś dobrego - powiedziałam śmiejąc się pod nosem - mogą być kanapki z nutellą.
Czekając jak mama przygotuje mi śniadanie zaczynałam się zastanawiać jak zacząć moje wakacje. Minęła chwila jak mama podała mi śniadanie, które zjadłam w błyskawicznym tempie. Wstałam od stołu dziękując mamie za kanapki ubrałam buty które stały w kącie, wzięłam moją torbę na ramie i wyszłam z domu wkładając słuchawki w uszy i zakładając okulary na nos by nie męczyć się z promieniami słońca. Wszystko było takie kolorowe i sprawiało wrażenie tak radosnego. Mimo, że niedawno zerwałam z chłopakiem i czasami miałam dni kiedy wyglądałam na szczęśliwą, to tak naprawdę to wszystko było jeszcze świeżą raną która ciągle bolała.


***


Zaraz po oficjalnym rozpoczęciu wakacji wybiegłam ze szkoły z moją przyjaciółką Caroline i szybko zaczęłyśmy wymyślać co będziemy robić dziś wieczór żeby uczcić początek wakacji.

- Słuchaj Car, znasz mnie wiec może by skoczyć gdzieś się zabawić. Co ty na to? - Spytałam blondynę, mimo że znałam odpowiedz.
- Emi - (bo tak właśnie blondynka na mnie wołała) - znasz moją odpowiedz wiec to oczywiste ze zabawimy się żeby uczcić nasz wspólne wakacje ! - krzyknęła uradowana klaszcząc w ręce.
- Okay, w takim razie widzimy się w parku niedaleko mojego domu o 19, pasuje? - zapytałam żeby się upewnić czy nasze miejsce spotkań będzie jej pasować.
- Jasne, tylko pamiętaj żebyś zaczęła się trochę szybciej szykować a nie na ostatnią chwile - Powiedziała blondyna wystawiając do mnie język i się śmiejąc.
- Może i jestem trochę roztrzepana ale czasami jak się spóźnię to nic się nie stanie - zaczęłam się śmiać do Car.
- Dobra kochana, ja będę musiała uciekać do domu bo mamusia wzywa i trzeba iść na jakieś zakupy - powiedziała Car lekko się śmiejąc i przytulając mnie.
- Ok to w takim razie widzimy się o 19 kolo parku - Przytuliłam dziewczynę i się rozstałyśmy. 
Droga do domu zleciała mi bardzo szybko, choć mieszkałam 30 minut od szkoły to zawsze ta droga wydawała mi się strasznie długa i nudna. Natomiast dzisiaj nie była taka męcząca i udało mi się szybko przedostać do domu i rozłożyć na kanapie przed telewizorem gapiąc się w sufit i słuchając muzyki. W taki sposób usnęłam i obudziłam się jakoś kolo 18. Podniosłam się leniwie z kanapy poszłam do kuchni żeby coś zjeść i pobiegłam na górę do pokoju po jakieś ładne ubrania w sam raz na imprezę. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki się umyć i zrobić na ślicznotkę.
Stojąc przed lustrem i zaczynając się malować usłyszałam jak w pokoju dzwoni mój telefon. Szybko wbiegłam do pokoju i rzuciłam się w stronę telefonu żeby szybko odebrać.
- Halo? - odebrałam nie sprawdzając kto dzwoni.
- Hej Emily, mam niestety złą wiadomość - w głosie Car można było wyczuć jak bardzo jest smutna.
- Co jest Car? Coś się stało? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie, nic się nie stało... - ucichła na chwile - A tak właściwie to se stało - jej głos przybrał dziwną barwę, tak jakby miała się popłakać.
- Ej kochana co jest? - zapytałam zaczynając się martwic.
- Słuchaj z imprezy nici ale spotkajmy się w tym miejscu gdzie się umówiłyśmy bo muszę z Tobą porozmawiać - powydziela i nie czekając na moją odpowiedź rozłączyła się.
Poszłam kończyć się szykować, ubrałam się i szybko wyszłam kierując się w stronę parku. Całą drogę kiedy szlam na omówione miejsce zastanawiałam się co się stało, że ta Caroline która zawsze była wesoła nagle miała taki smutny głos i tak nagle się rozłączyła. Nastraszyłam się o co może jej chodzić.




Takim oto sposobem jest i mój 1 rozdział.
Liczę się z krytyką i liczę ze ktoś mimo wszystko doceni to co udało mi się napisać :)
To dopiero mój początek ale postaram się pisać jak najlepiej umiem :)
Do NN <3

niedziela, 7 grudnia 2014

Wprowadzenie

Zanim skończysz te wyczekiwane 16 lat myślisz ze życie, w którym ludzie biorą cie bardziej na poważnie jest fajne. Może i tak. Gdy mija pierwsze wrażenie po tzw. HOT SIXTEEN, masz większą wolność, otrzymujesz więcej zaufania od rodziców słysząc słowa ' JESTEŚ JUŻ PRAWIE DOROSŁA' . Wśród przyjaciół już nie czujesz się jak dziecko tylko jak ktoś poważniejszy, choć nie zawsze.  Zaczynasz sama podejmować decyzje które mają wielki wpływ na twoje życie. Nie zawsze jest tak łatwo jak możne się wydawać. Wiele decyzji które mogą rozrywać cie miedzy rozumem a sercem. Wiele uczuć o których myślisz to to już te jedyne i do końca życia. Czasami to wszystko może być tak bardzo realne aż do czasu. Nagle zaczyna się wszystko sypać, tracisz przyjaciół, spadasz na dno a na twojej drodze pojawia się osoba która już na zawsze zmienia twoje życie. Osoba, która pokazuje ci całe piękno życia kiedy tak naprawdę porównujesz życie do jednego wielkiego gówna które w ogóle nie ma żadnego sensu. Dopiero przy tej osobie zaczynasz dostrzegać rzeczy na które nie zwracałaś uwagi. Każdy detal tego świata, który wcześniej nie był dla ciebie istotny a teraz sprawia ze toniesz w swojej własnej wyobraźni rysując postać tej jedynej osoby która z każdym dniem staje się dla ciebie jak narkotyk. Z każdą chwila przywiązujesz się jeszcze bardziej i nie chcesz tego przerywać, twoje serce jest jakby tej osoby i bez niej nie widzisz już sensu życia.

  • ONA - Emm... Dziewczyna a może i kobieta bóstwo. Każdy się za nią ogląda. Mimo tego, że jest typem nie zbyt pewnej siebie i swojej urody istotką jest również imprezowiczką, która uwielbia się świetnie bawić.


  • ON - Cwaniaczek dążący do celu jaki sobie obrał. Dzięki jego zniewalającej urodzie i umiejętności podrywu każda dziewczyna mu ulega ale wszystkie tylko krzywdził aż do czasu TEJ JEDYNEJ.